Żydowskie Muzeum Galicja
Raport dotyczący działalności na rzecz Ukrainy

Żydowskie Muzeum Galicja od początku swojego istnienia zajmowało się wspieraniem różnorodnych mniejszości i grup społecznych mieszkających w Polsce, a szczególności w regionie historycznej Galicji. Zaledwie miesiąc temu, kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, a dziesiątki tysięcy uchodźców zaczęły napływać do Krakowa, od razu zdecydowaliśmy, że Muzeum musi się zaangażować w niesienie im pomocy.

Chcielibyśmy podzielić się z Wami krótkim podsumowaniem tego, co zrobiliśmy i jak pomagaliśmy w ostatnim czasie, a także poprosić Was o dalsze wsparcie.

Zbiórka i transport zaopatrzenia dla Ukrainy
W dniu wybuchu wojny Muzeum zatrudniało czworo ukraińskich pracowników. Jeden z nich złożył wypowiedzenie i wrócił do Ukrainy, aby walczyć z rosyjskim najeźdźcą; pozostałe osoby wciąż mają w Ukrainie rodziny: mężów, ojców, braci. Koleżanki te informują nas na bieżąco w kwestii zapotrzebowania na konkretne artykuły, brat jednej z nich jest lekarzem w szpitalu w Fastowie, niewielkim mieście nieopodal Kijowa. Dzięki temu udaje nam się regularnie przekazywać przesyłki z najbardziej potrzebnymi artykułami. Od początku wojny Żydowskie Muzeum Galicja przesłało łącznie ponad 40 kg leków, 250 kg jedzenia i ponad 100 kg innych artykułów (ubrań, butów, pieluch, itd.).

Świetlica dla dzieci z Ukrainy
14 marca 2022 Muzeum przekształciło dwie sale edukacyjno- konferencyjne na świetlicę dla dzieci z Ukrainy. Codziennie spotyka się w nich grupa licząca maksymalnie 25 dzieci. W świetlicy mogą one bawić się, odpoczywać, dzięki współpracy z lokalnymi restauracjami zapewniamy im regularne posiłki. Dzieci uczestniczą w zajęciach dodatkowych, wycieczkach, warsztatach kulinarnych, organizujemy również lekcje języka polskiego i angielskiego.

Robimy, co w naszej mocy, aby wesprzeć dzieci i ich rodziny również poprzez dostarczanie ubrań, butów, leków i dodatkowych paczek żywnościowych.

We wszystkim tym wspierają nas partnerzy i sponsorzy, przede wszytkim organizacja JRoots.

Czasem nasza lista rezerwowa sięga 40 dzieci, które chciałyby wziąć udział w programie aktywności naszej świetlicy. Aby móc poszerzyć naszą ofertę, musimy zatrudnić więcej ukraińskich pracowników.

Praca w Żydowskim Muzeum Galicja
W Muzeum rozumiemy jednak, że nie tylko dzieci potrzebują naszego wsparcia. Nieletni obywatele Ukrainy uciekli przed wojną – w większości przypadków – ze swoimi matkami, które teraz także są zagubione, straumatyzowane i pozostawione samym sobie. Niektóre z nich znalazły schronienie, przebywają albo u mieszkańców Krakowa, w prywatnych domach, albo w noclegowniach, które prowadzą instytucje miejskie i organizacje pozarządowe. Niektóre z nich pozostają bezdomne… Zdecydowana większość jest bezrobotna i żyje z niewielkich oszczędności, które udało im się wywieźć z Ukrainy.

Staramy się zatem wesprzeć uchodźców także poprzez stworzenie możliwości pracy zarobkowej. Zatrudniliśmy na pełny etat dwie ukraińskie nauczycielki, które pracują w naszej świetlicy, ale zatrudniamy w niej także inne osoby w niepełnym wymiarze godzin do prowadzenia zajęć dodatkowych. Wśród nich są nie tylko lekcje rysunku, gimnastyki, tańca, ale także sesje terapeutyczne. Wszystkie te zajęcia prowadzone są przez osoby, które same są uchodźcami.

W sumie zatrudniamy obecnie osiem osób z Ukrainy: trzy na pełny etat, pięcioro w niepełnym wymiarze godzin. Najprawdopodobniej liczba naszych ukraińskich pracowników wzrośnie – jeśli tylko uda nam się zdobyć niezbędne fundusze. Wszystkie kontrakty, za wyjątkiem jednego, są krótkoterminowe, ale będą przedłużone na co najmniej kolejny miesiąc, a potem ponownie i ponownie: tak długo, jak to będzie konieczne i dopóki będziemy mieli na to środki. Obecnie większość kosztów związanych z zatrudnieniem nowych pracowników pokrywamy z dotacji które otrzymaliśmy od fundacji i darczyńców indywidualnych z całego świata. Jesteśmy bardzo wdzięczni za tę nieocenioną pomoc.

Staramy się pomóc na tyle, na ile to możliwe. Wielu z naszych pracowników także przyjęło w swoich domach uchodźców z Ukrainy, którzy przybyli do Krakowa. Również wspólnie z moją rodziną, od początku wojny przyjęliśmy w domu cztery ukraińskie rodziny.

Wszyscy staramy się pomóc.
Ponieważ to właśnie należy zrobić.
Ponieważ mamy do tego narzędzia i środki.
Ponieważ w naszej pracy uczymy o niebezpieczeństwie i skutkach bycia obojętnym.
Ponieważ to co robimy nie zmieniło w żadnym stopniu misji naszego Muzeum. Zmieniły się jedynie działania, za pomocą których dążymy do jej realizacji.

Nie zmieniła się też uniwersalna historia, którą jako ludzie od wieków opowiadamy.
O tych, którzy czynią dobro.
I o tych, którzy czynią zło.

Jakub Nowakowski
Dyrektor Żydowskiego Muzeum Galicja


Nasza zbiórka wciąż trwa. Nadal zbieramy potrzebne artykuły i przesyłamy je na granicę. Aby wesprzeć zbiórkę finansowo, kliknij w button poniżej. Dzięki Waszemu wsparciu będziemy mogli kontynuować zakupy leków, jedzenia, artykułów higienicznych i innych najbardziej potrzebnych rzeczy.

Wesprzyj naszą działaność! Kliknij TUTAJ.



Valentyna Merzhyievska, koordynatorka świetlicy w Żydowskim Muzeum Galicja:

Dzieci Ukrainy. Każde z nich jest inne. Pochodzą z różnych miejsc: z Charkowa, Odessy, Lwowa, Kijowa, podkijowskich przedmieść, wsi w okolicach Żytomierza i Wołynia. Mają różne zainteresowania i poziom wiedzy. Mają też różne wspomnienia przedwojennego życia. Wszystkie zostały wypędzone ze swoich miejsc. Prawdopodobnie nigdy by się nie spotkały, gdyby nie wojna…

Vasylisa – dziewczynka z zamożnej rodziny z Charkowa. Przed wojną zajmowała się jeździectwem, miała kilka rasowych psów, spędzała wakacje w różnych krajach. Teraz z jej domu nic nie zostało, wyjechała z rodziną i jednym psem.

Svyatoslav – chłopiec z małej wsi koło Żytomierza, najmłodszy syn z dużej rodziny. Nigdy nie miał zwierzaka – miał zwierzęta, którymi opiekował się w gospodarstwie. Nigdy nie opuścił swojej wioski, aż do teraz.

Teraz siedzą razem i bawią się w złych ludzi i superbohaterów. Superbohater nazywa się Zelensky.

Dzieci wyjechały, bo ich domy znalazły się pod ostrzałem – niektóre przez jedną noc, inne przez tydzień. Część z nich nie ma już domu, nie ma dokąd wrócić. Są bardzo różne – część z nich w bezpiecznym otoczeniu natychmiast się odpręża i uspokaja, a inne, które przez długi czas były w niebezpieczeństwie, potrzebują czasu i rehabilitacji. Niektóre szukają uwagi, niektóre wykazują większą agresję, a inne są odrętwiałe i nadal nie okazują emocji.

Osobiście czuję się bardzo dobrze w Krakowie, to piękne miasto. Jest trochę mniejsze niż mój rodzinny Kijów, ale też ma przytulne kawiarnie, pyszny chleb, przestronne place… Dużo chodzę i patrzę, jak zaczyna się wiosna, pojawiają się pierwsze liście. Wszystko to przypomina mi życie w Kijowie przed wojną. W przeddzień 24 lutego dyskutowaliśmy o potrzebie usunięcia starych liści z trawnika, na którym miały wyrosnąć pierwiosnki. Ale nie miałam czasu. I za każdym razem, gdy widzę tu krokusy, przypominam sobie te kwiaty, które miały pojawić się koło mojego domu.

Jestem nieopisanie wdzięczna Polakom za wszelką pomoc, jaką nas otoczyli. Nigdy tego nie zapomnimy. Ale przede wszystkim bardzo chcę wrócić do domu, do moich książek, do kwiatów, do wszystkiego, co kocham. Niedawno do naszego domu poszedł mój mąż, który został w Ukrainie, aby bronić miasta Musiał przenieść rzeczy i podlać kwiaty – nie wiadomo, kiedy będzie mógł to zrobić ponownie. Opowiadał, że kilka sąsiednich domów zostało zniszczonych, a las, po którym ciągle chodziliśmy, jest cały zaminowany. Moje dzieci bardzo tęsknią za tatą, każdego wieczoru przeglądają pamiątki, które zabrały ze sobą. Tęsknią za szkołą, za przyjaciółmi, którzy są rozproszeni po różnych krajach. Mój najstarszy syn miał w tym roku skończyć szkołę i kontynuować naukę… teraz nie wie, jak zaplanować swoje życie.

Wszyscy jesteśmy zawieszeni w ciemności.



Przejdź do galerii zdjęć ze świelitcy na naszym Facebooku, kliknij TUTAJ.